Bezbudzikowo wstaliśmy koło godziny 7. Pierwszą rzeczą, po wygramoleniu się ze śpiwora, było sprawdzenie, czy wcześniej wspomniana, 3-osobowa grupka Polaków rzeczywiście wyruszyła o północy. 'Zapukawszy' do ich namiotu, nikt nam nie odpowiedział – a więc wybyli. My z kolei, na lajcie zrobiliśmy sobie śniadanko. Minusem była okropna pogoda. Cały czas padał deszcz, od czasu do czasu grad, a wszystko to wzbogacone wiatrem wiejącym około 80km/h, który zabierał wszystko,co napotkał na swej drodze (czyt. namioty).
Po jedzeniu, poszliśmy do źródełka uzupełnić zapas wody, po czym odwiedziliśmy schronisko Tete Rousse :) Rozejrzeliśmy się trochę, zapytaliśmy o pogodę (nie mięli jednak bieżących info na ten temat), i wyszliśmy. Udaliśmy się trochę niżej, do budki ratowników. Okazało się jednak, że w taką pogodę nie stacjonują. Kiedy szliśmy do namiotu, przeskakując szczelinę, pod którą płynął strumyk – wpadłam do niej. Delikatnie przemokłam i zmarzłam. Po powrocie szybko się przebrałam i wskoczyłam do śpiworka. Zaczęło wiać jeszcze bardziej. Gdy próbowałam wyjść chociażby do WC, po prostu mnie zwiewało!! Nie pozostało nam nic innego, jak siedzieć/leżeć w namiocie i modlić się, żeby wytrzymał! Po jakimś czasie udało nam się zasnąć.
I jeszcze krótki filmik na dobranoc :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz